Ragnara Axelssona przedstawiać nie trzeba. Od ponad czterdziestu lat fotografuje świat Północy docierając do miejsc, w których człowiek nadal musi podporządkowywać się pogodzie, porom roku i ukształtowaniu terenu. Fotografował mieszkańców Islandii, Grenlandii, Wysp Owczych i Syberii: farmerów, rybaków, myśliwych i ludzi żyjących w niewielkich społecznościach rozrzuconych pośród lodu, oceanu i gór.
Wracał przez lata, niekiedy przez całe dziesięciolecia. Poznawał ludzi, ich rodziny, pracę i codzienne rytuały. Czekał, aż jego obecność przestanie być zauważana, a aparat fotograficzny stanie się czymś równie naturalnym jak wiatr, pies krążący wokół stada czy koń pasący się na łące. Dopiero wtedy powstawały zdjęcia, na których ludzie nie pozują i niczego nie odgrywają. Po prostu są.
Ostatni album Ragnara „Behind Mountains” jest kolejną opowieścią o jednym z takich światów.
Album obejmuje fotografie wykonywane podczas jesiennych spędów owiec na Islandii. Każdego roku farmerzy wyruszają w góry, aby odnaleźć zwierzęta wypasane przez całe lato na rozległych, niemal bezludnych terenach, a następnie sprowadzić je do dolin. Wędrują pieszo i konno, przez rzeki, pola zastygłej lawy, zbocza wulkanów, śnieg, deszcz i mgłę. Jest to praca wymagająca doświadczenia, znajomości terenu i współdziałania ludzi, zwierząt oraz krajobrazu.
Ragnar fotografował te spędy przez ponad czterdzieści lat. Dzięki temu jego album nie jest jedynie reportażem z konkretnego miejsca i czasu, ale jest wyrazem powolnego przemijania. Zdjęcia pokazują wysiłek, zimno, zmęczenie i niepewność. Na fotografiach nie ma romantycznej obietnicy powrotu do prostego świata. Jest natomiast szacunek dla ludzi, którzy istnieją w krajobrazie bez potrzeby podporządkowywania go sobie. To właśnie relacja między człowiekiem a przestrzenią wydaje mi się w tym albumie najbardziej fascynująca.
Oglądamy życie ukształtowane przez rytm natury, wiedzę przekazywaną z pokolenia na pokolenie i fizyczną pracę. Oglądając te zdjęcia mamy jednocześnie świadomość, że ten świat stopniowo się kurczy i zanika. Zmienia się klimat, rolnictwo, struktura społeczna i relacja człowieka z naturą. Coraz mniej osób chce albo może prowadzić życie podporządkowane górom i stadom. Czynności wykonywane przez stulecia z wolna stają się wydarzeniem, później wspomnieniem, a w końcu obrazem przechowywanym w archiwum.
Być może za jakiś czas podobny sposób życia będziemy mogli oglądać już tylko na zdjęciach.
To co mnie urzekło w tym albumie to postać człowieka. Zdjęcia są głęboko przesycone jego obecnością. Często widzimy jeźdźców, pasterzy, konie, psy i stada owiec. A jednak krajobraz został sfotografowany tak, jakby człowieka właściwie w nim nie było.
Wybór czerni i bieli jeszcze bardziej wzmacnia to wrażenie. Krajobraz zostaje sprowadzony do podstawowych żywiołów: ziemi, powietrza, wody i światła. Brak koloru sprawia, że mocniej odczuwamy ciężar chmur, wilgoć powietrza, temperaturę śniegu i szorstkość skał. Ale ta czerń i biel to w pewnym sensie gra pozorów. Zdjęcia są bowiem niezwykle gęste wizualnie. Biel ma wiele odcieni, podobnie jak czerń.
„Behind Mountains” opowiada więc nie tylko o islandzkich farmerach i ich corocznej wędrówce. To również album o granicach ludzkiej obecności. Zdecydowanie polecam.



Leave a reply