Zebra Slot to kanion szczelinowy jakich wiele w tej części USA (Utah, Arizona). Jest znany ze swoich pasiastych ścian. Taki kanion powstaje przez miliony lat na wskutek wymywania piaskowca przez tzw. powodzie błyskawiczne. Najbardziej znanym kanionem szczelinowym jest oczywiście Kanion Antylopy (Antelope Canyon), znajdujący się na terenie rezerwatu Nawaho.
Tym razem postanowiliśmy odwiedzić kanion, który nie jest taki popularny, a dotarcie do niego wymaga kilku godzin wędrówki po spalonej słońce pustyni. Już sam dojazd na parking może być wymagający i liczbę znaki ostrzegają przez fatalną jakością drogi. Po deszczu nie warto jechać do kanionu, gdyż szansa, że utkniemy na drodze do parkingu jest olbrzymia. W praktyce okazało się, że nie było tak źle, ale trochę nami wytrzęsło. Oczywiście zaraz po zjeździe z asfaltowej drogi kończy się zasięg i możemy liczyć tylko na siebie albo na nielicznych odwiedzających.
Po 30 minutach dotarliśmy na parking. Na niebie ani jednej chmurki, słońce wysoko na niebie praży niemiłosiernie. Zabraliśmy wodę, trochę jedzenia, długie ciuchy, krem przeciwsłoneczny i plecaki fotograficzne. I ruszyliśmy w drogę.
Do wejścia do kanionu mieliśmy ok. 2,5 mili przedzierania się przez pustynię. Cała trasa liczy pond 5 mil (droga tam i z powrotem), a z licznymi zakrętami nawet więcej. Zajmuje to ok. 3-4 godzin i na trasie w zasadzie nie uświadczymy cienia. Idzie się cały czas przez pustynię, a momentami w skałach. Szlak nie jest trudny technicznie, ale łatwo się zgubić, gdyż nie ma żadnych oznaczeń.
Początek szlaku wita nas takim ostrzeżeniem:
Początkowo idzie się dnem strumienia, który wije się w lewo to w prawo. Warto z niego wyskoczyć i iść górną ścieżką, gdyż inaczej nadrabiamy niesamowicie drogę. Ślady poprzedników mogą mylić, warto mieć zatem trasę na komórce i sprawdzać od czasu do czasu, czy dobrze idziemy. Trasę można sobie ściągnąć np. z Alltrails (polecam bardzo ta aplikację). My oczywiście początkowo szliśmy na czuja i tym sposobem zrobiliśmy pewnie z kilometr więcej.
Strumień zamienia się później w szeroką rzeczkę i rozlewiska. Oczywiście jeżeli nie ma deszczu to wszystko jest suche na wiór. Ale o dziwo jest bardzo dużo roślinności więc na niewielkiej głębokości woda musi być cały czas obecna. W pewnym momencie przechodzimy przez skalną bramę. Skały są upstrzone różnymi wzorami. Warto się tutaj na chwilę zatrzymać. Można znaleźć cień :-).
Wreszcie, po dobrej godzinie docieramy do wejścia do kanionu. Mamy upragniony cień. Szybko jednak okazuje się, że z eksploracji kanionu nici. W kanionie stoi bowiem … woda. Jest jej dużo. Na tyle dużo, że sięga mi prawie do pasa, gdy postanawiam się zapuścić w głąb. A to dopiero początek kanionu. Ze smutkiem rezygnujemy z dalszej eksploatacji. Kanion jest też bardzo wąski i mamy problemy, aby się przepchać z naszymi plecakami. Trudno. Następnym razem będzie lepiej.
W drodze powrotnej zmieniamy trochę szlak idziemy wzdłuż skalnych wzgórz. Wzory są niesamowite. Nie omieszkam zrobić kilku zdjęć. Wracamy do samochodu zmęczeni i głodni. Szybki posiłek z liofów i już jedziemy do kolejnego miejsca.
Zapraszam na kilka zdjęć z tej wycieczki.









Leave a reply