Na ten album o Islandii polowałem od bardzo dawna. Udało mi się dopiero za szóstym podejściem podczas rodzinnego pobytu na Islandii. Może to dziwić, ale dopiero wtedy odwiedziłem Rejkiawik – stolicę Islandii. Do tej pory za każdym razem mijałem miasto w kierunku na południe albo północ.
W każdym bądź razie, moje pytanie o książkę w największej chyba księgarni w Rejkiawiku wzbudziło małą panikę. Niby w komputerze stało, że jest, ale nie mogli jej znaleźć. A do małych nie należy. Wreszcie się znalazła i mogłem odetchnąć. Kosztowała krocie, ale to był ostatni egzemplarz i szkoda byłoby nie kupić. Tym bardziej, że chciałem ją mieć w swojej kolekcji albumów. No i co nie mniej ważne – miałem trochę miejsca w bagażu głównym. Książka jest mega ciężka.
Do rzeczy jednak.
Autorem albumu o wdzięcznej nazwie „Yfirsyn” (Przegląd) jest Sigurgeir Sigurjónsson – bardzo znany fotograf islandzki. Kilka innych jego albumów stoi na mojej półce. Ten jednak jest wyjątkowy z dwóch powodów.
Po pierwsze – rozmiary. Jest to typowy album typu coffe book. Nie nadaje się do trzymania w rękach – trzeba go po prostu położyć na stole i w ten sposób kontemplować, najlepiej z kubkiem dobrej kawy. Sam album ma rozmiary 35×35 cm. Oczywiście jest w grubej oprawie, a dodatkowym zabezpieczeniem jest potężne grube pudełko. Jest to wersja kolekcjonerska – dodatkiem jest zatem podpisany przez autora wydruk jednego ze zdjęć prezentowanych w albumie.
Po drugie – oglądamy Islandię oczami ptaka (no, w sumie fotografa z pokładu helikoptera lub awionetki). Ale nie są to typowe widoki. Dużo w nich abstrakcji, grania kolorami, kształtami, liniami. Islandia z tego słynie, ale jest to widoczne dla wybranych. Często trzeba się dobrze przypatrzeć, aby wśród tych abstrakcyjnych obrazów dostrzec naturę. Mnie najbardziej uwiodły kolory i ich połączenie. Na wielu zdjęciach to prawdziwy majstersztyk. Wiele z tych zdjęć wygląda jak namalowanych farbami na płótnie.
Sigurjónsson w albumie dzieli się z nami swoją wizją islandzkiego interioru. Do niedawna swoistego terra incognita. Miejsca, gdzie lód łączy się z czarną skałą wulkaniczną, złotą lawą, zielonym kobiercem mchu i turkusową wodą licznych jezior. Połączenie tego wszystkiego, często na jednym zdjęciu, to rozkosz dla oczu. Oglądałem ten album już kilka razy i zapewne będę do niego wracał. Od razu też napisałem do mojego znajomego pilota na Islandii :-). To się chce zobaczyć na własne oczy, o fotografowaniu nawet nie wspominam.
Polecam zdecydowanie. Album jest warty każdej wydanej korony. A jeśli jesteście miłośnikiem Islandii, to jest to absolutny „a must-have” pośród albumów o tym magicznym kraju.
Zdjęcia pochodzą z albumu.






Leave a reply