Najnowszy album Bruce Percy zatytułowany “The Sound of Snow” jest poświęcony zimowej Japonii. Na kilkudziesięciu stronach autor prezentuje zdjęcia wykonane podczas wyjazdów do tego kraju. Bruce nawiązuje tym albumem do prac Michael Kenna, którym jest zafascynowany.
Album nie jest zdjęciowym przekrojem kraju kwitnącej wiśni. Raczej prezentuje wycinek tego ciekawego kraju, i to bardzo wąski. I tu leży w mojej ocenie problem z tym albumem. Bruce przyzwyczai mnie już do bardzo dobrych album, nie tylko pod względem ich wykonania, ale przede wszystkich pod kątem prezentowanych zdjęć. Ich różnorodność była zawsze mocnym punktem każdego albumowego podsumowania. Niestety tej różnorodności zabrakło. Nie wiem czy to wyraz fascynacji Kenną, czy może próba pozyskania środków w trudnym dla fotografów pandemicznym okresie. A może po prostu zabrakło zdjęć, które taką różnorodność by zapewniły. W każdym bądź razie na wielu zdjęciach widzimy różnego rodzaju, raczej jednak monotematyczne, wariacje na temat pojedynczych drzew w japońskim krajobrazie i w różnym układzie kadru. Przy czym, gdyby nie tytuł i posłowie, to można by odnieść wrażenie, że zdjęcia powstały gdziekolwiek, gdzie pada śnieg i występują drzewa. Zdjęcia są do tego bardzo oszczędne w wyrazie. To daje oczywiście duże pole do interpretacji dla oglądającego, jak również dla fotografującego, ale po kilku podobnych zdjęciach robi się po prostu nużące. Oczywiście jest to forma zabawy Bruca z obrazem, ale mi osobiście nie przypadła ona do gustu na łamach albumu. Myślę, że blog jest lepszym miejscem do takiej zabawy.
Szkoda, bo przyznać muszę, że wśród prezentowanych zdjęć są prawdziwe perły. Chciałbym takich zdjęć więcej w albumie.
Przyznam też, że nie przemawia do mnie tym razem połyskujący papier, na którym wydrukowano zdjęcia. Odblaski światła w połączeniu z monotonią zimowego krajobrazu i kontrastowym obrazem strasznie mi przeszkadzają w odbiorze tych zdjęć. Być może matowy papier byłby tutaj lepszym rozwiązaniem. Uważam też, że na niektórych zdjęciach obróbka, choć w praktyce ograniczona do drzew jest zbyt mocna i kontrastowa, szczególnie na błyszczącym papierze.
Cieszę się oczywiście z kolejnego albumu w swojej kolekcji, jest to jednak jak na razie najsłabszy album Bruca.
Zapraszam do innych jego albumów, które recenzuję na moich stronach.





Leave a reply