W swoim albumie “Heime” Arild Heitmann prezentuje zdjęcia rodzinnej Norwegii. „Heime” to po norwesku oczywiście „dom”. Ostatnio żaden z albumów nie zafascynował mnie tak mocno jak ten właśnie album. Bardzo dużo bardzo dobrych zdjęć. Przepiękne połączenie światła i faktur przyrody. Szerokich krajobrazów i większych zbliżeń. Widziałam dużo zdjęć z Norwegii i oczywiście w tym kraju stosunkowo łatwo o wspaniałe krajobrazy. Nie oznacza to jednak wcale wspaniałych kadrów. W zdjęciach Arilda widać kunszt wielu lat fotografowania.
Arild pisze, że część z niego pozostała w tym albumie. To prawda. Czuć w tych zdjęciach olbrzymią fascynację przyrodą, zaangażowanie i oddanie fotografii. Album stanowi zamkniętą całość. Nic nie jest przypadkowe, zdjęcia pasują do siebie stylem i podejściem. To oddanie widać w suplemencie do albumu pokazującego Arilda “od kuchni” podczas fotografowania przyrody. Bardzo lubię takie zdjęcia. Pozwalają lepiej poznać fotografa.
Album jest wyrazem fascynacji domem, rodzinnym krajem Arilda. Autor porzuca wyścig do coraz bardziej egzotycznych miejsc rozsianych na całym świecie na rzecz kraju swojego urodzenia.
W albumie mamy przekrój różnych pór roku. Mnie najbardziej fascynuje zimowa szata Norwegii. Nietknięty ludzką ręką krajobraz. Połączenie bieli i czerni, czasami niebieskości z łagodnym światłem zachodzącego czy wschodzącego Słońca. Od szerokich krajobrazów, po mocne zbliżenia. Ta zima “robi” ten album.
To co mi się szczególnie podoba, to miękkość niektórych zdjęć, szczególnie tych niezimowych. Miękkie światło i miękka obróbka całkowicie odmieniają ich odbiór.
Album został wydany na matowym papierze, podobnym do papieru barytowego. Ten papier pasuje do zdjęć. Zdjęcia są w różnym formacie – od kwadratu po typowy format 3:2 czy 4:3. Ta zmienność nie przeszkadza. Nie ma zdjęć rozłożonych na dwie strony.
Zdecydowanie polecam.
Jedyne co przeszkadza w obcowaniu z albumem to sposób zszycia kart. Albumu nie można rozłożyć na płasko. Szycie na to nie pozwala.






Leave a reply