Nic nie zapowiadało, że pod koniec A.D. 2021 przyjdzie mi jeszcze popełnić jakieś zdjęcie krajobrazowe. A tu nagle przychodzi mała Bestia (o dużej możecie poczytać w innym poście) i robi się minus 16 stopni. Rzeki zaczynają zamarzać. Pojawia się śryż. Takiej okazji nie sposób zmarnować. Po rodzinnym rekonesansie w Rogalinku już wiem, że następnego dnia przyjdzie mi pojechać nad Wartę. Nieważne, że będzie zimno, a aparaty będą walczyły o każdy kęs energii.
Wstaję o 5 rano. O 6 jestem już w samochodzie. Towarzyszy mi siostra najlepszej z Żon. O 7 rano mogę już podziwiać zimowy krajobraz Warty. Wszystko jest pokryte szronem. Rzeka pełna śryżu. To jest coś co lubię. Jest minus 16 stopni, ale jakoś tego nie czuję. Ostatnio moją garderobę uzupełniłem o mega zimowe ubrania (w marcu jadę na Svalbard, gdzie temperatura w dzień będzie wynosiła minus 20 stopni).
Zdjęcia zabrały mi ponad 2 godziny. Wiem jedno – trzeba zmienić miejscówkę na następną zimową Bestię.
Poniżej zapraszam na kilka zdjęć. Będzie część druga :-).












Leave a reply