Przed wschodem pierwszego dnia po przyjeździe padał silny deszcz, więc uznaliśmy, że wyśpimy się po trudach lotu. Ale o 9 rano trzeba już było wstać. Szybkie śniadanie (pierwsze zderzenie z amerykańską kulturą śniadań hotelowych było lekkim szokiem) i pojechaliśmy do Parku Narodowego Zion na rozpoznanie. Pogoda miała być dobra – bez opadów deszczu, ale też z dużym zachmurzeniem. Zion przywitał nas korkiem. Ludzi i samochodów było mnóstwo. Postanowiliśmy zrobić sobie krótki trekking i odwiedzić trzech Patriarchów. Szlak nie był wymagający, z pięknymi podobno widokami. W sam raz na rozgrzewkę, zwłaszcza przed Angel’s Landing. I tak też zrobiliśmy. Wsiedliśmy do autobusu, który kursuje po parku i już po kilku minutach byliśmy na początku szlaku.
Wycieczka okazała się bardzo przyjemna. Zaczyna się od spektakularnych widoków na rzekę Virgin, która płynie przez kanion i przerzucony przez nią most. Nad tym wszystkim królują Patriarchowie. Czyli potężne skalne góry. Jest ich trzech – Abraham, Izaak i Jakub. Swoje nazwy zawdzięczają ministrowi metodystów – dr Fredericka Vininga Fischera i dwóch miejscowym chłopakom z południowego Utah. Byli tak zainspirowani oszałamiającą scenerią kanionu, że wiele miejsc otrzymało religijne nazwy.
Szlak jest szeroki, czasami idzie się pod górę, ale ogólnie jest całkiem płasko. Było całkiem ciepło, trzeba zabierać o wiele więcej wody. Przez pierwsze 2 km w zasadzie nie spotkaliśmy ludzi. Szlak chyba nie jest bardzo popularny, ale nie możemy narzekać.
Tak nam się podobało, że przedłużyliśmy naszą wycieczkę do Emerald Pools, a następnie do the Grotto Picnic Area, skąd wróciliśmy autobusem do wejścia do parku. Emerald Pools to dwa małe stawy otoczone potężnymi ścianami. Szlak jest mocno kamienisty i wąski, ale widoki nagradzają wysiłek. Na szlaku spotkaliśmy o wiele więcej ludzi jest to bowiem popularna miejscówka.
Poniżej kilka zdjęć z tej wycieczki.













Leave a reply