We wrześniu spędziłem kilka dni w Tatrach szukając inwersji. Jednym z naszych celów był Skrajny Granat. Przyznam, że wejście na ten szczyt z 20 kilogramowym plecakiem po 7h podróży samochodem wyczerpało prawie wszystkie moje siły. Ale radość z wejścia przesłoniła wszelkie niedogodności. Było warto dla widoków, które rozpościerają się z tego szczytu. W końcu to element Orlej Perci. Turystów nie było dużo – w zasadzie nie było ich wcale – może dlatego, że ostatnie 300 metrów wysokości pokonywaliśmy w deszczu. Prognozy zapowiadały rozjaśnienia i to nas trzymało przy naszej decyzji, aby kontynuować podejście. Tak też się stało.
Wschód nas niestety nie porwał, a wręcz lekko rozczarował. No ale będąc już na szczycie nie sposób było nie wyciągnąć aparatu. Tym bardziej, że na pierwsze testy czekał mój najnowszy nabytek – Canon R6. Przede wszystkim zabrakło … chmur nad szczytami. Trudno, przyjdzie przyjechać raz jeszcze.
Zapraszam zatem na kilka wybranych zdjęć ze wschodu słońca.








Leave a reply