Podczas naszej argentyńskiej podróży po pustyni Atacama odwiedziliśmy również Salinas Grandes. Jest to olbrzymia, niemal płaska powierzchnia pokryta białą solą, pozostałość po wyschniętym jeziorze. Warstwa soli ma grubość od kilkudziesięciu centymetrów do kilku metrów. Salinas Grandes powstały miliony lat temu jako część pradawnego jeziora śródlądowego, które z czasem wyschło wskutek zmian klimatycznych i ruchów tektonicznych w Andach. Woda odparowała, pozostawiając po sobie grubą warstwę soli i minerałów – głównie chlorku sodu, ale także boru, potasu i litu. Proces ten był typowy dla suchych regionów wysokogórskich – takich jak Altiplano – gdzie niewielkie opady i wysoka ewapotranspiracja nie pozwalają na utrzymanie się zbiorników wodnych. Tak powstała solna pustynia.
Od niepamiętnych czasów Salinas Grandes jest źródłem soli dla lokalnych mieszkańców. Część soli wciąż wydobywana jest ręcznie przez lokalne społeczności – głównie Indian Kolla i Atacama, którzy stosują tradycyjne metody.
Każdego roku niewielkie deszcze zamieniają tą solną pustynię w oazę życia. W porze deszczowej na solnisku tworzą się tymczasowe rozlewiska i płytkie jeziorka, w których gromadzą się mikroorganizmy i skorupiaki – pokarm flamingów. Można wtedy spotkać wiele tych ptaków.
Biała, nieskończona przestrzeń, wysokie niebo i andyjskie szczyty w tle sprawiają, że miejsce wygląda jak z innej planety. Jeszcze ciekawiej robi się w nocy – nie ma praktycznie żadnych zanieczyszczeń światłem.
Do solniska dotarliśmy wczesnym popołudniem. Nie jechaliśmy główną trasa i to był strzał w dziesiątkę. Spotkaliśmy lokalnego przewodnika. Za niewielka opłata ruszyliśmy na pustynie poza szlakiem. Przez ponad godzinę odwiedzaliśmy różne ciekawe miejsca. Na koniec, znów za niewielka opłata, dostaliśmy zezwolenie na samodzielne poruszanie się samochodem po solniku w dzień i w nocy. Stanęliśmy coś przekąsić (oczywiście liofilizaty), a później zaczęła się magia zachodu słońca, nocnego nieba i wschodu. Kolory nie z tej ziemi.
Zapraszam na kilka zdjęć z tego miejsca.














Leave a reply