Przed wyjazdem na Grenlandię i kolejnymi w tym roku stanąłem przed koniecznością kupienia zapasowego aparatu. Jak wiecie, poprzedni taki aparat – Canon 5D Mark III wpadł razem ze mną do wody na Antarktydzie, gdy z pełną prędkością wyrznęliśmy w górę lodową. Po tej akcji nie nadawał się już do niczego. Przez ten czas obywałem się bez drugiego zapasowego body, ale przy wyjazdach, które mnie czekają w tym roku, musiałem mieć zapasowy aparat. Długo się zastanawiałem co kupić. Czy drugiego Canon 5D mark IV, który dla mnie jest wręcz doskonały, czy 7D ze względu na cropa (czasami się przydaje dłuższa ogniskowa), czy może najnowsze aparaty bezlusterkowe. Ostatecznie padło na Canona 6D Mark II. Wiem, że nie jest doskonały, ale to w końcu ma być aparat zapasowy. A nie główny koń pociągowy w mojej stajni – tym nadal będzie Canon 5D Mark IV.
Pierwsze testy odbyły się na … Grenlandii. Wkrótce więcej informacji.

Leave a reply