Od kilku lat w poszukiwaniu prawdziwej zimy jeździmy rodzinnie do Finlandii. Szczególnie upodobaliśmy sobie okolice Kuusamo. Mamy tam ulubiony dom położony nad jeziorem kilkanaście kilometrów od miasta. Jest tam wszystko czego można oczekiwać w takim domu podczas zimy – wliczając w to kominek z dużym zapasem drewna i saunę. Jak posypie śniegu, to można nie wyjechać, ale do tej pory nam się to nie zdarzyło, a sypało zawsze.
Zima w Kuusamo oznacza metr śniegu, a w niektórych miejscach jeszcze więcej, drogi pokryte śniegiem i lodem (warto mieć opony z kolcami) i niskie temperatury – nasz rekord o poranku to minus 25 stopni. Samochód odpalił od razu. W ciągu dnia temperatury oscylują wokół 15 stopni poniżej 0. Trzeba być odpowiednio ubranym, mieć zawsze pełny bak paliwa, ciepłe rzeczy na zmianę w aucie i coś ciepłego w termosach. Z butów polecam ocieplane kalosze zimowe – są idealne na wycieczki. Można też założyć na nie raczki, co zwiększa stabilność w przypadku lodu na szlaku.
Jeździmy podczas ferii zimowych, a więc podczas prawdziwej zimy. Trzeba pamiętać, że dzień nie trwa wtedy za długo. Ale to dobrze, gdyż przy tak niskich temperaturach nie ma mowy o 12h aktywności na dworze. Najlepiej zaplanować jedną z nich, a później cieszyć się ciepłem kominka i rodzinnym czasem.
A co do aktywności, to tych jest sporo. Od wycieczek krótszych i dłuższych, po psie zaprzęgi, skutery śnieżne, narty biegowe i zjazdowe (Ruka), łowienie ryb pod lodem czy karmienie reniferów.
My upodobaliśmy sobie zwłaszcza piesze wycieczki w parkach narodowych Riisitunturi i Oulanka, psie zaprzęgi i skutery śnieżne (szczególnie na zachód słońca i do rosyjskiej granicy).
Wzgórza w parku narodowym Riisitunturi wyglądają jak klasyczny obraz północy, który trudno znaleźć gdziekolwiek indziej w Europie. Łagodne wzniesienia porośnięte gęstymi świerkami i sosnami, oblepionymi śniegiem do kształtu idealnych choinek, tworzą krajobraz niezwykle uporządkowany i spokojny. Śnieg przykrywa wszystko grubą warstwą, wygładza linie terenu i sprawia, że świat staje się cichy, niemal wyciszony. Warto tu przyjechać na zachód słońca i to kilka razy, przy różnej pogodzie. Za każdym razem to miejsce będzie całkowicie inne. Z parkingu na sam szczyt wzgórz idzie się ok. 1h. Nie licząc czasu na zdjęcia. Szczególnie polecam czas po opadach śniegu, kiedy wzgórza nie są poprzecinane śladami nart. Wtedy to miejsce wygląda na nietknięte ręką człowieka. Warto wypożyczyć rakiety śnieżne – wtedy łatwiej zapuścić się pośród drzew szukając zimowej Narni. Jest to jednocześnie fotograficzny raj, szczególnie gdy słońce oświetli pięknym, niskim światłem wszechobecne choinki.
W nocy wzgórza odsłaniają swoją największą zaletę – otwarty horyzont i niemal całkowity brak sztucznego oświetlenia. Dzięki temu zorza polarna często pojawia się tu wyraźnie, unosząc się nad linią lasu zielonymi, czasem fioletowymi smugami, które zmieniają się z minuty na minutę. W nocy często nie ma tutaj nikogo. Słychać tylko wiatr i skrzypienie śniegu pod nogami.
Zapraszam na kilka zdjęć z ostatniego pobytu. Pogoda wtedy nie dopisała fotograficznie – nie było bajkowych zachodów i wschodów słońca. Ale i tak było warto. Inne zdjęcia z tego miejsca są dostępne w galeriach Finlandia.






Leave a reply