Kiedy w październiku na niebie zagościła kometa Tsuchinshan-Atlas wiedziałem, że spróbuję ją sfotografować. I tak też się stało, gdyż pogoda była łaskawa i przez kilka kolejnych wieczorów niebo po zachodzie słońca było prawie wolne od chmur. Nie nastawiałem się na dobre zdjęcia, gdyż poziom astrofotografii jeszcze nie ten. Ale spróbować nie zaszkodzi, a i pamiątka będzie.
Naturalnym wyborem dla tej komety były rogalińskie dęby. Pojechałem więc tuż przed zachodem słońca pod rogalińskiego orła. Samochód zostawiłem pod kościołem i pieszo przeszedłem ten kawałek polnej drogi. Idąc mijała mnie wuchta samochodów. Kierowcy pewnie ślepi na stojący na początku drogi zakaz wjazdu. Kiedyś mogłem wjeżdżać na teren dębów, miałem bowiem zezwolenie od dzierżawcy (jeszcze w czasach Poznańskiej Grupy Fotograficznej). Teraz zezwolenia nie mam i przestrzegam znaków. Gdyby każdy tak robił, to i dla nas i dla potomnych zostałoby więcej tego świata.
Przyszedłem odpowiednio wcześniej. Dąb zwany orłem był oczywistym wyborem z trzech powód. Był ustawiony w odpowiednim miejscu, zapewniał odpowiedni kontrast na tle jasnego jednak nieba i był położony tuż nad wodą, co zapewniało możliwość odpowiedniego ustawienia horyzontu.
Nie tylko ja wpadłem na ten pomysł. Spotkałem innego fotografa oraz grupę młodzieży z Rogalinka, którzy przyszli pooglądać kometę w ciemnościach.
Kometa była dobrze widoczna na tle ciemniejącego nieba stosunkowo nisko nad horyzontem. Nie były to zatem idealne warunki na zdjęcia. Ale i tak rozstawiłem sprzęt i zacząłem fotografować stosując różne kadry. Pojawiły się nawet Starlinki, które przemknęły blisko komety wywołując zachwyt młodzieży. Po 2h miałem już dość i wiedziałem, że więcej nie wyciągnę.
I tak powstało to zdjęcie. Jedna klatka.

Leave a reply