Jaka chmura dla fotografa? Amatora takiego jak ja? To pytanie zadawałem sobie od czasu, w którym zainwestowałem w system kopii zapasowej. Jego elementem jest oczywiście chmura. Przy coraz szybszych połączeniach internetowych oraz spadających cenach powierzchni dyskowej, przechowywanie zdjęć w chmurze jest już dzisiaj czymś oczywistym. Ale którą chmurę wybrać?
Nim odpowiem na to pytanie, to kilka ważnych informacji.
Nie przechowuję w chmurze plików RAW. Uważam, że jest to zupełnie niepotrzebne zważywszy na moje potrzeby. Jakie pliki lądują zatem w chmurze? Są to pliki jpg w maksymalnej rozdzielczości po ich obróbce w Lightroomie i Photoshopie. A także te, które dostały w Lightroom flagę “interesujące”, ale z różnych względów ich jeszcze nie obrabiałem. Taka jakość plików jest wystarczająca do moich potrzeb. Spokojnie mogę z nich wykonać wydruk w formacie A2+ w doskonałej jakości. Zresztą znam uznanego fotografa, który od wielu lat fotografuje prawie wyłącznie w jpg-ach. I jest to całkowicie wystarczające do jego potrzeb, a to profesjonalista, który żyje ze zdjęć.
Po drugie, kopię w chmurze traktuje jako dodatkowy element kopii zapasowej. Zakładając jakiś straszny kataklizm, pliki w chmurze powinny się ostać. No, chyba, że przyjdzie tak duży rozbłysk społeczny, że wszystkie pliki cyfrowe zostaną wyczyszczone. Ale wtedy brak zdjęć będzie moim ostatnim problemem, nieprawdaż? Raczej będzie się liczyła liczba sztuk paczek makaronu i butelkowanej wody w piwnicy.
Po trzecie, chmura pozwala mi na dostęp do tych plików z jakiegokolwiek miejsca na Ziemi. Nie żeby to było mi strasznie potrzebne, ale fajnie, że taka możliwość istnieje. Czasami się bowiem przydaje.
Po czwarte nie chciałem wydawać dużych pieniędzy na chmurę.
Dzisiaj całe moje archiwum (łącznie ze zdjęciami i plikami z kamery GoPro i drona) zajmuje prawie 4TB powierzchni dyskowej. W sumie nie jest to wiele zważywszy na liczbę zdjęć, które przywożę z wypraw. Ale bardzo poważnie podchodzę do oceny zdjęć. Wiele z nich ląduje w koszu, co istotnie odchudza moje portfolio. Tak niewielka powierzchnia oznacza, że mógłbym spokojnie wykupić dedykowaną chmurę za niecałe 300 USD rocznie. Ale tak jak pisałem powyżej – wolę przeznaczyć te pieniądze na coś innego.
Patrząc na pliki jpg, które chcę przechowywać w chmurze jest tego niewiele ponad 80GB. I dużo i mało. Dużo na tyle, że żadne rozwiązania darmowe nie wchodzą w grę. Mało, bo taka powierzchnia dzisiaj nie kosztuje fortuny.
Co z tą chmurą zatem?
Testowałem trzy: Google One, Adobe Cloud i OneDrive. Wszystkie trzy są w sumie płatne. Ale niejako “przy okazji”. Darmowe rozwiązania mają za małą pojemność, aby z nich korzystać przy dużej liczbie zdjęć w chmurze.
Adobe Cloud
Adobe zapewnia powierzchnię dyskową w chmurze w ramach abonamentu fotograficznego (Lightroom i Photoshop). W tej cenie mam 120 GB. Wielkość wcale niemała, ale przy większej liczbie plików już nie wystarczająca. A za dodatkową powierzchnię trzeba już zapłacić. Ale na moje potrzeby taka powierzchnia na ten moment w zupełności wystarcza. Obecnie pliki jpg zajmują niecałe 80GB (choć przede mną jeszcze dużo planowanych nowych plików gdyż nie wszystkie foldery są jeszcze przejrzane).
Synchronizacja jest automatyczna – wystarczy wyeksportować zdjęcia do określonego folderu, wskazanego w oprogramowaniu Adobe Cloud i wszystko synchronizuje się samo w tle. No właśnie – i dochodzimy do sedna problemu. Ta synchronizacja potrafi być powolna na nieodpowiednim łączu. Przy moim wcześniejszym łączu internetowym (20 Mb/s download i 2 Mb/s upload) synchronizacja przebiegała bardzo, ale to baaardzo powoli. Nie wiem dlaczego się tak działo. Co więcej, w czasie synchronizacji łącze internetowe było całkowicie zapchane. Rozumiem upload, ale download już nie. Zresztą tak samo działa aktualizacja oprogramowania Adobe. W jej czasie można było sobie iść zrobić kawę, gdyż jakiekolwiek przeglądanie stron internetowych czy praca w Internecie była niemożliwe.
Ponadto dostęp przez stronę internetową do zdjęć w chmurze też nie był mistrzostwem świata. Strona długo się ładuje.
Z tych względów zrezygnowałem swego czasu z chmury Adobe. Tzn. ona cały czas tam była i wykorzystywałem ją do filmów edytowanych w Adobe Rush, ale nie korzystałem już z chmury jako miejsca przechowywania zdjęć w ramach kopii zapasowej.
Sytuację zmienił światłowód, który ostatnio pojawił się w moim domu i to z synchronicznym łączem 1Gb/s.
Test na Speedtest.pl daje mniej więcej takie wyniki codziennie:
Dużo, nieprawdaż?
I nagle Adobe Cloud odżyła. Wszystko szybko i pięknie się synchronizuje. I to w chwilę. Każde nowe zdjęcia dodawane do dedykowanego katalogu pojawiają się w chmurze w mgnienia oka. Również dostęp do tych zdjęć przez stronę www stał się łatwiejszy. Co mnie bardzo cieszy, gdyż mogę te zdjęcia w prosty sposób udostępniać osobom trzecim bez przesyłania jakichkolwiek plików.
Łącze zmieniło wszystko. Ale wcale nie klaszczę Adobe – niezbyt wiele osób może korzystać z tak szybkich łącz. Stąd Adobe powinno poprawić zasady działania swojej chmury, aby była ona przyjazna dla użytkowników również przy słabszych połączeniach.
Co więcej, w łatwy sposób mogę też te zdjęcia dalej obrabiać za pośrednictwem aplikacji Lightroom Cloud np. na telefonie czy tablecie. Chociaż nie korzystam z chmury w tym celu, to jednak miło, że taka możliwość istnieje.
Obecnie Adobe Cloud jest moją podstawową chmurą w ramach kopii zapasowej.
Nic mnie nie kosztuje (tzn. kosztuje, ale nie płacę dodatkowo za powierzchnię, gdyż jest ona dostępna w ramach abonamentu planu fotograficznego).
OneDrive
Dostęp do OneDrive mam w ramach abonamentu Office 365, którego używam na moim komputerze ze względów zawodowych. Świat bez Worda, Excela i Powerpointa dla mnie nie istnieje. A to, że jest w ramach abonamentu mam dostęp do chmury jest dodatkowym bonusem. I to bonusem istotnym – OneDrive zapewnia bowiem ponad 1TB w chmurze. Jest to powierzchnia przekraczająca obecnie moje potrzeby ponad 10 razy. Ale w planie jest jeszcze kilka dużych wypraw fotograficznych, więc tej powierzchni będzie potrzebnej coraz więcej :-).
Teoretycznie oprogramowanie OneDrive potrafi samo zrobić kopię zapasową wszystkich plików w lokalizacji “Dokumenty”. Ale to tylko teoria. Wystarczy, że w tym folderze znajdują się pliki .ost (czyli skrzynki pocztowe Outlook-a) i już kopia zapasowa nie działa. Można obejść to ograniczenie zewnętrznym oprogramowaniem. Ja używam GoodSync, o którym pisałem przy okazji wpisu o kopii zapasowej. GoodSync dba o to, aby pliki w chmurze odpowiadały plikom na dysku. Ay uniknąć przypadkowego skasowania plików, pliki, które zostają usunięte z chmury w wyniku synchronizacji trafiają do tymczasowego kosza. Są stamtąd usuwane po 180 dniach (chyba, że usunę je wcześniej). To jest mechanizm GoodSync. Ale OneDrive też ma podobny mechanizm, tyle, że okres przechowywania plików jest krótszy.
OneDrive to druga chmura, która używam. Zarówno do backupu zdjęć w formacie .jpg jak i wszystkich moich dokumentów prywatnych. Powierzchni jest aż nadto, a korzystanie jest dziecinnie proste. Wszystko odbywa się w tle.
Google One
Google oferuje aż 15GB w ramach powierzchni do wykorzystania na Gmaila, Zdjęcia Google (chyba, że mamy wybraną stratną kompresję i Google Drive). To dużo z jednej strony, ale już mi nie wystarcza. Rozwiązaniem jest wykupienie dodatkowej powierzchni w ramach Google One np. 100 GB.
Ale skoro mam już rozwiązanie Adobe Cloud i OneDrive niejako przy okazji innych narzędzi, to nie widzę sensu dokupywania powierzchni. I tak pożegnałem się z Google One, którego używałem przez jakiś czas.

Leave a reply