W lipcu tego roku oglądałem całkowite zaćmienie Słońca. Warunki na pustyni Atacama w Chile były więcej niż wyśmienite. Zero chmur, znaczna wysokość nad poziomem morza, i słońce stosunkowo nisko. Oczywiście nie obyło się bez fotografii, choć wyjazd był rodzinnym urlopem. Zdjęcia, które wtedy zrobiłem można obejrzeć w tym poście.
Jak fotografować zaćmienie Słońca?
Fotografowanie zaćmienia słońca oczywiście wymaga nieco innego podejścia w porównaniu do zwykłych zdjęć krajobrazowych. Problemem jest oczywiście niezwykła jasność Słońca. Proste skierowanie aparatu w słońce oznacza jego zniszczenie, a co najważniejsze – utratę wzroku. Stąd do takich zdjęć trzeba się przygotować. Nie zajęło mi to dwóch czy nawet trzech lat jak niektórym. Niemniej przeczytanie tego posta znacznie skróci przygotowania po Waszej stronie.
Oto zestaw, którego używałem:
1. Pierwszy zestaw:
- aparat Canon 5D Mark IV
- obiektyw 100-400mm f/4.5-5.6 L EF IS LI USM+ telekonwerter TC 1,4x III
- karbonowy statyw Manfrotto MT055XPRO3
- wężyk spustowy Canon
- filtr zaćmieniowy Lee (Lee solar eclipse filter)
- holder Lee
2. Drugi zestaw
- aparat Canon 5D Mark IV
- obiektyw Canon 24-105 mm f/4 L IS II
3. Trzeci zestaw
- kamera GoPro 7
- statyw Gorrilla
Ida była taka, aby całe zaćmienie fotografować zestawem na statywie, drugi zestaw był do zdjęć typowo dokumentacyjnych oraz podczas fazy całkowitej – do szerszych ujęć, a GoPro miał robić zdjęcia jako timelapse.
I tak ten plan zrealizowałem.
Kluczowym elementem zestawu był filtr zaćmieniowy – Lee solar eclipse filter. Jest to filtr, który pozwala bezpiecznie oglądać i fotografować Słońce. Nie jest to żadna folia, która jest delikatna i może się porwać w trakcie użytkowania, ale solidnie wykonany, gruby filtr szklany. Czułem się z nimi bardzo bezpiecznie. Początkowo obawiałem się, że filtr będzie się bardzo grzał od promieni słonecznych. Ale w praktyce nic takiego się nie działo.
Filtr był używany cały czas poza fazy całkowitej zaćmienia. Wtedy jednym ruchem zdjąłem filtr i wykonywałem zdjęcia już bez filtra. Rozwiązanie holdera Lee pozwala zdjąć cały system jednym ruchem bez konieczności kręcenia, czy wysuwania czegokolwiek. Później wystarczyło tylko nałożyć holder – również jednym ruchem. Szybko i prosto. To jest ważne, gdy o powodzeniu decyduje czas, którego podczas fazy całkowitej w zasadzie jest bardzo niewiele.
Statyw, wężyk i opcja podniesionego lustra w aparacie zapewniały wykonywanie zdjęć bez poruszenia aparatu.
Użycia telekonwertera pozwoliło mi zwiększyć ogniskową aparatu do 560 mm.
Ustawienia aparatu były następujące:
- tryb M
- przesłona f11
- czas – od 1/400
- ISO 800
- bracketing – różnica wynosiła 1 EV na plus i minus. Każde zdjęcie miałem wykonywałem przy trzech ustawieniach jasności.
Nie obeszło się oczywiście bez testów – to nie są jedyne właściwe ustawienia – trzeba eksperymentować.
Wszystko zadziałało – efekty możecie oglądać w tym poście. Oczywiście materiału mam o wiele więcej.
Co mogłem zrobić lepiej?
O, całkiem sporo.
- zamontować obiektyw na głowicy astronomicznej; to pozwoliłoby utrzymać słońce cały czas w jednym położeniu na matrycy; głowica przesuwa się bowiem wraz ze słońcem – przy odpowiedniej kalibracji nie trzeba w ogóle ręcznie ruszać statywem aby podążać za Słońcem – robi to za nas głowica. Zakup głowicy jest już na krótkiej liście zakupów „to do”. Zastosowanie takiej głowicy ułatwia później pokazanie zaćmienia w formie filmu poklatkowego – cały czas bowiem słońce jest w tym samym miejscu.
- skorzystać z zewnętrznego interwalometru dla fazy poza fazą całkowitą; Canon 5D Mark IV ma co prawda wbudowany interwalometr, ale nie ma możliwości połączenia robienia zdjęć z bracketingiem; więc rozwiązanie wewnętrzne odpada. Wystarczy zatem ustawić aparat na robienie zdjęć np. co minutę i można się zrelaksować – faza całkowita wymaga bowiem całkowitego skupienia.
- dorzucić drugi statyw do drugiego zestawu; w fazie całkowitej nie jest co prawda całkowicie ciemno, ale jasno też nie jest. Normalne ISO nie daje rady przy zdjęciach z ręki, nawet z włączoną stabilizacją. Trzeba zatem podbijać ISO, a to w wartościach granicznych oznacza już znaczne pogorszenie obrazu; maksymalne otwieranie przysłony też nie pomaga. Drugi statyw pozwoli zatem na robienie ostrych i nieporuszonych zdjęć przy normalnych ustawieniach ISO. Oczywiście tutaj także przyda się wężyk i podniesione lustro, aby ograniczyć drgania.
- zmienić ustawienia bracketingu do siedmiu zdjęć i różnicy 1EV. Wtedy otrzymywałbym zdjęcia pomiędzy 3EV na plus i minus od oryginalnej klatki. To ogranicza możliwość popełnienia błędów w naświetlaniu.
I to w sumie wszystko.
Już niedługo będę mógł sprawdzić, czy powyższe rozwiązania się sprawdzą. 11 listopada Merkury przejdzie bowiem przed tarczą Słońca. W Polsce widowisko będzie widoczne przy zachodzącym Słońcu. Wiele sobie po tym obiecuję.

Leave a reply