Poranek jest więcej niż obiecujący. Zerwał się silny wiatr i zaczyna przeganiać wszechobecne chmury. Samego wschodu słońca nie stwierdziłem, ale później zaczęło się szybko przejaśniać. I po chwili okoliczne góry skąpały się w słońcu. Nie mogło tak być przez poprzednie dni? Wiatr podwiewa śnieg na grani i wygląda to nawet fajnie. Wysokie góry są jednak dosyć daleko.
Dzisiaj musimy zacząć wracać do wioski, ale postanawiamy pojechać na granice morskiego lodu i poszukać fok i niedźwiedzi polarnych. Przygotowujemy zatem sanie i psy. Jedziemy na lekko więc nie trzeba ładować rzecz. Biorę cały sprzęt i drona. Zobaczymy, czy będzie go można wykorzystać, trochę bowiem wieje.
Po godzinie jesteśmy już na saniach. Śnieg czasami jest twardy, czasami miękki i znowu trzeba wykopywać sanie. Ogólnie powinno być o wiele zimniej, ale ocieplenie klimatu robi swoje. Za kilka lat takie podróże będą niemożliwe. Dosyć szybko pokonujemy odległości. Czasami trzeba zejść z sań i długim kijem sprawdzić lód. Pod warstwą śniegu kryją się bowiem różne niespodzianki. Oczywiście nie wiem kiedy należy to robić – tutaj zdaję się na Inuitów znających śnieg i lód bardzo dobrze.
Góry są coraz wyższe w miarę jak się do nich zbliżamy. Mają po 600 metrów i więcej, ale wystają bezpośrednio z wody, więc to jest całkiem spora wysokość. Te w oddali dochodzą już do 1000 metrów a im dalej, tym wyżej. Naszym celem są niewielkie wyspy położone u wejście do przesmyku pomiędzy dwoma dużymi wyspami. Docieramy tam po godzinie – to tylko 5 km w linii prostej od naszej bazy, ale musimy sporo kluczyć.
Psy też dzisiaj jakby bardziej szczęśliwe. Wyrywają często do przodu i jeśli tylko śnieg na to pozwala, to idą jak burza. Wiatr we włosach, chciałoby się rzec.
Zostawiamy sanie u podnóża wysp i wspinamy się kilkanaście metrów. Oczywiście bierzemy broń, gdyż jesteśmy w królestwie niedźwiedzi. Droga nie jest łatwa – zapadamy się często w śniegu, a wszędzie zaspy i nawisy śnieżne. Ale w końcu jesteśmy na górze skąd rozpościera się piękny widok. Słońce świeci jak szalone, jakby chciało nadrobić stracone dni. Oczywiście fotograficznie to słabo wychodzi. Odpalam drona i trochę latam po okolicy robiąc zdjęcia i filmy. Baterie są prawie na wyczerpaniu więc muszę uważać. Sygnał GPS też nie jest jakiś silny więc nie zapuszczam się daleko, bo znaleźć drona w takim labiryncie lodu i gór lodowych będzie niemożliwością.
Po długim czasie na szczycie czas wracać do bazy. Musimy jeszcze dzisiaj pokonać kilkanaście kilometrów na saniach i czeka nas nocleg pod namiotami. Niebo powoli się klaruje i zapewne wieczorem nie będzie już ani jednej chmurki. A to zapowiedź zorzy polarnej i … zimnej nocy.
Droga powrotna przebiega bez żadnych przygód. Mijamy wmarznięte góry lodowe, które z bliska często wyglądają fantastycznie. Wiatr nadal dmie, więc od czasu do czasu tracimy inne sanie z widoku, albo wyłaniają się z kurzawy w niespodziewanym miejscu. Humory nam dopisują.
Pakujemy swój dobyte i wrzucamy wszystko na sanie. Znowu nie jest łatwo, gdyż w takim słońcu śnieg wierzchni szybko topnieje. A więc orka na ugorze. To jedziemy dłuższy kawałek, to trzeba sanie wyciągać z mokrej śniegowej brei. Czasami jestem wykończony, ale co mam zrobić? Przecież się nie położę i nie powiem – dalej nie idę.
Pod wieczór docieramy do niewielkiego wzniesienia na kolejnej wyspie. Jest tutaj niewielki domek – taka zbita z desek budka. Miejsce schronienia na wypadek złamania pogody. Rozstawiamy namioty, Inuici będą spali w budce. Psy rozstawiamy w obronnym półokręgu zakładając, że niedźwiedziom nie będzie się chciało wchodzić po skale od strony wyspy (nie wiem skąd takie założenie, ale nie wystarczy nam psów do zamknięcia pełnego okręgu). Idzie mróz co widać i czuć. Słońce powoli gaśnie oblewając swoim światłem okoliczne szczyty. Nie ma chmur, więc zachód jest słaby. Ja przygotowuję się na nocne zdjęcia, a reszta drużyny do snu. Dzisiaj będzie zimno, a poranek będzie jeszcze gorszy. Mnie to jednak nie rusza. Nie jest w końcu tak zimno, może w tym momencie jest 10 stopni na minusie, ale będzie mniej.
























Leave a reply