W marcu 2019 po raz kolejny wylądowałem na Grenlandii – największej wyspie świata. Tym razem na jej wschodnim wybrzeżu. Plan zakładał podróż psimi zaprzęgami na krańce grenlandzkiego lodu. Oto relacja z tej podróży.
To już. Zamykam drzwi od domu. Przed chwilą nie mogłem się oderwać od chłopaków. Ściskali mnie tak mocno, że prawie straciłem dech. Już za nimi tęsknię. A co będzie za te kilka dni? Anię widziałem rano i bardzo żałuję, że teraz nie mogłem się do niej przytulić i wypić jeszcze kubka kawy.
Wsiadam do samochodu. W bagażniku leży olbrzymia torba z całym sprzętem, który będzie mi potrzebny na największej wyspie świata. Od rękawic po majtki z jonami srebra. Wszystko waży jedynie 22 kg – to naprawdę sprzęt z najwyższej półki, gromadzony latami. Dobrze, że nie muszę go wymieniać co dwa lata. No i mój plecak fotograficzny. Myślałem, że nie zmieszczę wszystkiego, co chciałem zabrać, ale weszły dwa aparaty, trzy obiektywy, dron z pilotem, gopro i milion małych różnych rzeczy. Lekko ciężkie :-), ale dam radę.
Jeszcze tylko wprowadzam dane do nawigacji do swojego hotelu i ruszam. Dzisiaj muszę dotrzeć do Berlina Schönefeld – prześpię się w hotelu i po południu mam samolot na Islandię. Nie lubię takich przerywanych podróży. Wolałbym dolecieć jednym ciągiem, nawet z przesiadkami, ale jednak jednego dnia. No ale trudno.
Droga do Berlina nie dłuży się. Autostrada jest prawie pusta. W tę stronę chyba nigdy nie ma wielkiego ruchu. Przesłuchuję playlistę „Discover weekly”, którą Spotify stworzył opierając się na moich wcześniejszych wyborach. I trzy ostatnie utwory wbijają mnie w fotel. Od razu lądują w kolejnych ulubionych. Muszę powiedzieć, że odkąd słucham (korzystam ze) Spotify, słucham o wiele więcej muzyki i poszerzyły się moje horyzonty. Polecam!
Sam hotel jest przy lotnisku – dosłownie trzeba przejść przez ulicę. Najlepsza z możliwych opcji. Melduję się i po chwili mogę się cieszyć pokojem z widokiem na lotnisko. Odświeżam się i schodzę na kolację. Jest już po 20.00. Byliśmy już w tym hotelu kilka razy – ostatnio w styczniu, całą rodziną, lecą na… Islandię. Wspomnienia powracają.
Na kolację jest pizza. Jakoś nic innego mi nie podeszło. Nie jest duża, do tego piwo na zasadzie wyjątku – ogólnie piwa nie piję, ok, są takie momenty, gdzie jest jednak lepszym wyborem niż wino. Po kolacji jeszcze czytanie na Kindlu – zaopatrzyłem się w dużą liczbę nowych książek i spać. Jutro trzeba wstać wcześnie rano – trzeba odstawić samochód na lotnisko.
Przed zaśnięciem w mojej głowie toczy się milion myśli o Grenlandii. Jak będzie, jacy będą ludzie, co z fotografią, czy psy mnie polubią? Zobaczymy.

Leave a reply