Początek roku to czas rozstrzygnięć w wielu prestiżowych konkursach fotograficznych. Jednym z moich ulubionych jest Glanzlichter, na którym dwukrotnie święciłem swoje małe triumfy. W tym roku zabrakło mi dosłownie niewielkiej dawki szczęścia, aby święcić kolejny mały sukces. Kazus zdjęcia, o którym zaraz opowiem pokazuje jednak, że warto wracać do swoich przepastnych archiwów.
W Glanzlichterze co roku pojawia się jedna dodatkowa kategoria. W edycji 2015 była to kategoria „Rzeki Świata”. Zdjęć z rzekami mam całkiem sporo, szczególnie z Islandii. One przede wszystkim zostały przeze mnie wybrane do tej kategorii. potrzebowałem jednak jednego zdjęcia do „zapełnienia” tej kategorii (można było łącznie zgłosić 5 zdjęć). Poszukałem trochę w archiwum i odnalazłem bardzo stare zdjęcie. Wykonane jeszcze aparatem Sony Alfa 700 w czasach kiedy nadal głównie fotografowałem na slajdach małoobrazkowych. O plenerze, na którym wykonałem to zdjęcie pisałem w tym poście. Tego poranka było zimno, różowo, mgliście, a kra wściekle płynęła przez szerokie koryto.
Zdjęcie na tyle mi się podobało, że postanowiłem dołączyć je do kategorii i wysłać na konkurs. na zasadzie „zapchaj dziury”.
Jakież było moje zdziwienie, gdy organizatorzy konkursy poprosili o oryginalny plik właśnie tego zdjęcia! Co oznaczało, że zdjęcie jest w finałowej dwudziestce i walczy na ringu o podium (10 miejsc). Ostatecznie nie wygrało jednak swojej walki i zostało zakwalifikowane na miejscu 11-14. O włos od podium! Na pocieszenie zostanie wydrukowane w albumie powstałym z najlepszych zdjęć konkursu.
Warto zatem wracać do archiwum i przeglądać te zapomniane już zdjęcia. Mogą bowiem zabłysnąć jak przysłowiowa nowa, a nawet supernowa.
W przyszłym roku trzeba spróbować po raz kolejny.
Leave a reply