Przy okazji innych postów wspominałem już o nowościach Lee Filters, które zagościły w tym roku w moim fotograficznym plecaku. W tym poście znajdziecie o nich więcej informacji.
Holder (uchwyt) Lee Filters do filtrów Lee
Niedawno Lee Filters wypuściło na nowo przeprojektowany uchwyt, w który wsuwamy filtry Lee (i filtry innych producentów). Poprzednia konstrukcja trąciła już zębem czasu.
Nowy uchwyt Lee jest lżejszy, smuklejszy, bardziej opływowy (chciałoby się rzecz – designerski) i co ważne – ma dodatkowa blokadę która zabezpiecza cały system mocowania przed przypadkowym odłączeniem się od obiektywu. Przyznam, że mi się to nigdy nie zdarzyło i żaden z moich filtrów nawet nie zbliżył się w swobodnym locie do ziemi. Ale podobno innym to się zdarza – nowe rozwiązanie będzie jak znalazł.
Na czym ta blokada polega? Otóż pokrętło ma trzy ustawienia.
- Pierwsze pozwala schować wewnętrzną blokadę i założyć uchwyt na obiektyw (pierścień mocujący) albo go ściągnąć. Rozwiązanie identyczne jak w starym uchwycie.
- Drugie blokuje możliwość ściągnięcia uchwytu z obiektywu, ale całym uchwytem można swobodnie kręcić ustawiając np. polaryzacje przy filtrze polaryzacyjnym albo poziom ustawienia filtrów połówkowych.
- Trzecie – blokuje całkowicie ruch uchwytu. Można go oczywiście nadal przesuwać (obracać), ale wymaga to już odpowiedniej siły.
Całość robi również wrażenie bardziej solidnego kawałka plastiku. Nie, nie jest to aluminium lotnicze ?.
Łatwiej się również wymienia sloty na filtry – nie trzeba już rozkręcać uchwytu i dodawać slotów. Teraz mamy do dyspozycji 1 slot, 2 sloty i 3 sloty razem i można je bardzo szybko wymieniać na uchwycie.
Po kilku miesiącach używania jestem więcej niż zadowolony. Co prawda z możliwości blokady prawie nie korzystam, ale doceniam to nowe rozwiązanie.
Poniżej porównanie uchwytu nowego (po lewej) i starego (po prawej).
Nowy filtr polaryzacyjny Lee Filters
Odświeżono również filtr polaryzacyjny kołowy. Podobnie jak w przypadku uchwytu, filtr polaryzacyjny jest lżejszy i otrzymał nowy system mocowania.
Jak to zatem wygląda?
Filtr nie jest już wkręcany w specjalny ring – wystarczy go nałożyć na najnowszy uchwyt Lee Filters i click – jest już zamocowany. Nie trzeba go zatem nakręcać, co w wielu warunkach jest wręcz niemożliwe. Niestety wypięcie filtru z uchwytu nie jest już takie proste. Zasada niby podobna – trzeba ścisnąć w odpowiednim miejscu i filtr sam się oddziela od uchwytu. Niestety to tylko teoria. Trzeba włożyć w to mnóstwo siły, a i tak nie zawsze zadziała. Ewidentnie nie jest to dopracowane rozwiązanie.
Filtr ma możliwość niezależnej rotacji. Nie trzeba zatem obracać uchwytu – możemy niezależnie kręcić filtrem polaryzacyjnym i ustawiać oczekiwaną polaryzację. To jest ważne w przypadku stosowania filtrów połówkowych, które mają niezależne od filtra polaryzacyjnego ustawienia.
Filtr nie daje żadnych widocznych zafarbów i jest prawie neutralny – widzę lekkie przesunięcie w kierunku cieplejszej barwy światła.
Filtr redukuje ilość światła o 1 i 2/3 EV.
Lee Filters dołączyło do filtra polaryzacyjnego świetne opakowanie – zasuwaną na zamek okrągłą pokrywę. Rewelacyjna ochrona. Szkoda tylko, że nie mieści się tam filtr z uchwytem Lee. To by było jeszcze lepsze rozwiązanie.
Wydawałoby się, że nowa konstrukcja filtra wraz z nowym uchwytem będzie cieńsza, co ma znaczenie przy fotografowaniu z obiektywem szerokokątnym. Ale nie, w porównaniu do starszego zestawu są niemal identyczne. Lee Filters twierdzi jednak, że nowe rozwiązanie pozwala fotografować z szerokimi obiektywami bez zauważalnego filtru w rogach zdjęcia. Nie wiem jak to zrobili, ale potwierdzam.
Jestem zadowolony i z nowego filtra polaryzacyjnego i z nowego uchwytu. Razem tworzą super duet. Szkoda tylko, że odczepianie filtra polaryzacyjnego nie jest do końca dopracowane. W konsekwencji czekają mnie nowe zakupy – jeszcze jeden uchwyt wyląduje w mojej torbie. Pozwoli mi to na stosowanie filtra polaryzacyjnego niezależnie – zawsze będę miał jeden uchwyt wolny i będzie mógł go zastosować w każdym momencie (zresztą obecnie mam tak samo ze starym zestawem).
Filtr zaćmieniowy Lee Filters Solar Eclipse
To filtr do zadań specjalnych – obserwacji słońca. Ogranicza światło aż o 20 EV i działa. Nie nadaje się jednak jako zwykły filtr szary do fotografii krajobrazowej.
Filtr zdał egzamin podczas zaćmienia słońca w Chile. Za chwilę zostanie wykorzystany do przejścia Merkurego przed tarczą słoneczną. A później czekamy na kolejne zaćmienia i plamy słoneczne- niedawno zaczął się bowiem 25. cykl aktywności słonecznej ?.
P.S. Nie jestem w żaden sposób wspierany przez Lee Filters. Sprzęt kupuję za własne pieniądze i na treść niniejszego postu wymieniona firma nie ma żadnego wpływu.





Leave a reply