Czarna plaża Reynisfjara w Vík to obowiązkowy punkt programu każdej wycieczki po południowej Islandii. Czy jednak przetrwa w niezmienionym stanie? Nie wiadomo. Czarna plaża bowiem… zniknęła.
Matka Natura postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Przy pomocy potężnego wiatru (dochodzącego do 130 km/h) i olbrzymich fal całkowicie zdemolowała tę turystyczną ikonę wyspy. Czarnego, kamienistego piasku, który znaliśmy, już nie ma. Doszło do osunięcia się części skarpy, a na plaży pojawiły się dziesiątki mniejszych i większych głazów. Powstał nowy uskok, przez co dojście do brzegu jest znacznie trudniejsze.
Woda sięga teraz pod same bazaltowe kolumny i uderza w nie z olbrzymią siłą. Przejście w kierunku słynnych skał Reynisdrangar stało się niemożliwe. Oczywiście proces ten trwał jakiś czas, nie stało się to w jeden dzień – jednak miałem to szczęście (lub nieszczęście), by być na miejscu właśnie wtedy, gdy Natura dawała z siebie wszystko.
Dawno nie fotografowałem w tak huraganowym wietrze. Tablice pomiarowe pokazywały ponad 35 m/s, co daje około 130 km/h, a w porywach pewnie znacznie więcej. Wiatr dosłownie przewracał ludzi. Walka z drzwiami samochodu była wyzwaniem – otwieranie ich pod wiatr wymagało nadludzkiej siły, a z wiatrem… pewnie po prostu by odleciały.
Fale były gigantyczne. Pochłaniały niemal całą plażę, uderzając w dno z ogłuszającym rykiem. O podejściu bliżej nie było mowy – jeden nieostrożny krok i kipiel nie dałaby żadnych szans na ratunek. Woda po uderzeniu w bazalty wzbijała się na kilkanaście metrów w górę, a w kierunku Dyrhólaey całkowicie przesłaniała horyzont.
Zapraszam na kilka zdjęć z tej apokalipsy. Filmy niestety nie wyszły – wiatr trząsł kamerą tak mocno, że obraz jest nie do odratowania.





Leave a reply