Na argentyńskiej pustyni Salar de Arizaro, jednej z największych solnych równin świata, wyrasta Cono de Arita – niemal idealnie symetryczny stożek o wysokości około 200 metrów. Jego unikalny kształt wyróżnia go istotnie od otaczających gór. Nie jest wulkanem, choć tak wygląda.
Cono de Arita przez wieki budził fascynację i był miejscem pełnym legend. Jego nazwa pochodzi z języka keczua, gdzie „Arita” oznacza „ostry” lub „szpiczasty”. Geolodzy sugerują, że stożek jest naturalną formacją skalną, najprawdopodobniej pozostałością po aktywności wulkanicznej sprzed milionów lat. Niektórzy naukowcy przypuszczają, że mógł być rodzajem „pseudo-wulkanu”, uformowanego przez erozję i nagromadzenie materiałów osadowych.
Dla rdzennych ludów andyjskich było to święte miejsce, używane do odprawiania rytuałów i składania ofiar. Znalezione na szczycie stożka fragmenty ceramiki potwierdzają, że Cono de Arita pełnił ważną funkcję kulturową w czasach prekolumbijskich. Obecnie na szczyt stożka nie można wchodzić – jest zakaz.
Dp Cono de Arita dotarliśmy po całodziennej jeździe z Antofagasta de la Sierra. Z tej strony stożek nie jest widoczny przez bardzo długi czas. Dopiero po wyjeździe z góry na brzegi solniska zobaczymy ostry szpic odcinający się od błękitu nieba. Ze względu na położenie słońca jawił nam się jak czarny, olbrzymi kawałek skały. Robi wrażenie, wokół niego rozciąga się bowiem płaskie jak stół solnisko.
Salar de Arizaro to nie tylko solnisko, ale także obszar bogaty w złoża mineralne. W pobliżu Cono de Arita znajdują się kopalnie wydobywające lit, miedź i żelazo – minerały kluczowe dla nowoczesnych technologii. Region ten jest jednym z najważniejszych miejsc w Argentynie pod względem eksploatacji surowców naturalnych.
Po przyjeździe nie mieliśmy pojęcia, gdzie będziemy spać. Chcieliśmy zostać tutaj na wschód słońca, więc przejazd do dalej położonego Tolar Grande nie wchodził w grę. Rozbicie namiotu na solnisku nie jest to możliwe, gdyż nie sposób znaleźć tam płaskiego kawałka miejsca. Podjechaliśmy zatem do pobliskiej kopalni … złota. Po krótkich pertraktacjach dostaliśmy pozwolenie na rozbicie namiotu na piaszczystym parkingu przez wjazdem do kopalni. Spisali nas tak na wszelki wypadek. Zapowiadała się ciężka noc – miało bardzo mocno wiać, w pobliżu chodziły generatory prądu i paliły się ostre światła. Ale co robić.
Pojechaliśmy następnie do punktu widokowego pod Cono de Arita na zdjęcia o zachodzie słońca. Zachód był, ale nieliczne chmurki na niebie jakoś nie dopisały. Okolica jest jednak bardzo fotogeniczna. Zostaliśmy jeszcze na nocne zdjęcia nieba i wróciliśmy do kopalni złota. Niestety zmieniła się zmiana i okazało się, że wcześniejsze ustalenia już nie obowiązują i nowa szefowa zmiany absolutnie nie zgadza się na rozbicie namiotu. Za to będziemy spać w blaszaku opodal stróżówki, która pełni rolę kantyny na kierowców ciężarówek gromadnie czekają tutaj na załadunek. A, i dostaliśmy jeszcze kolację – ziemniaki i kotleta. Takiemu dictum trudno się sprzeciwić. Poznaliśmy kierowców ciężarówek, porozmawialiśmy trochę i poszliśmy spać. Mieliśmy nawet grzejnik w blaszaku, który grzał nas całą noc. A ta była jednak z tych niespokojnych. hałas generatora i światła robiły swoje – odzwyczaiłem się od spania w takich warunkach.
Wstaliśmy mocno przed wschodem słońca, spakowaliśmy rzeczy i pojechaliśmy fotografować … nocne niebo nad Cono de Arita. A później wschód słońca. Szukaliśmy jeszcze jednego kadru, który kiedyś wpadł mi w oko, ale ostatecznie się poddaliśmy. Kadr powstał z drogi prowadzącej przez kopalnię, a przejazd tą drogą wymagał asysty strażników.
Ruszyliśmy do Tolar Grande, dawnej wioski górniczej, gdzie czekały na nas nowe ciekawe miejsca.
Zapraszam na kilka zdjęć Cono de Arita i okolic.











Leave a reply